|
sobota, 06 lutego 2010
sobota, 30 stycznia 2010
W drogę...
Na wyjście miała 10 minut. Co zabrać z domu, którego za chwilę może już nie być? Co wziąć w drogę, która może trwać wiecznie? Zarzuciła na siebie najcieplejsze palto, a na nogi założyła najsolidniejsze buty. Przeżegnała się i nie oglądając się za siebie, wyszła. W obozie przejściowym w Pruszkowie żałowała, że nie wzięła ze sobą kubka. Jak zaczerpnąć wodę, kiedy jedynym naczyniem są własne dłonie, przez które wszystko przecieka tak szybko? Na zebranie rzeczy miałam dwa dni. Tak naprawdę niewiele ich potrzebuję do życia. Zostawienie tego, co tu i teraz przyszło mi nadspodziewanie łatwo. To co przede mną jest równie dobre, jak to co za mną. Zaskoczyło mnie, jak prosto jest wszystko zmienić. I jak mimo zmian, wszystko pozostaje takie samo. Zastanawiam się, czy wydarzenia sprzed 66 lat, mają wpływ na mój stosunek do rzeczy, strat i zmian. Nasze życie jest tak wygodne i łatwe, że głupio przejmować się drobiazgami. Jeśli czegoś zapomnimy w podróży lub zgubimy, wystarczy zatrzymać się przy najbliższym sklepie. A może w ogóle gubimy tylko to, co nam niepotrzebne?
wtorek, 05 stycznia 2010
sobota, 02 stycznia 2010
S novym godom vas!
Moskwa przywitala mnie jak stara znajoma - korkami na obwodnicy, czerwonym kawiorem, wodka 'Piec Jezior' i sniegiem sypiacym sie jak z rozprutej poduszki. Pewna swego piekna nie starala sie przypodobac. Mogla czarowac lodowiskiem z wesolo pogrywajaca orkiestra na Placu Czerwonym, nowa dzielnica szklanych domow, czy choinka gigantem na Czystych Prudach migoczaca milionem swiatelek. Jednak na to jest zbyt dumna, a moze zbyt leniwa... Z reszta i tak najwspanialej prezentuje sie w domowym sarafanie i schodzonych walonkach. Rozrzewniona padlam jej w ramiona. Zaczelam isc po wlasnych sladach sprzed lat i wpadlam po uszy. Ci sami ludzie starsi o pare zmarszczek, dobrze znane miejsca, zapachy, smaki. Oj, zakrecilo sie w glowie i wszystko przemieszalo - gruzinskie charczo, cmentarz Nowodziewiczy, noworoczne przemowienie Misiowatego, polnadzy mezczyzni tarzajacy sie w sniegu po wyjsciu z bani, suknie wyszywane zlota nitka w teatrze Satyrykon i pijaczkowie na pchlim targu na Izmajlovkie. Istna polka galopka. Zanim dostane zadyszki, juz bede w domu...
środa, 23 grudnia 2009
*~**o *#*#*o **o *#*#* ~* ~**o *#*#*o **o *#*#*~ *
Przeszłam na drugą stronę lustra. Zbieram uśmiechy z drzew pozostawione przez koty, przyglądam się pląsom figur szachowych, popołudnia spędzam na grach w krykieta ze strażnikiem tajemniczego ogrodu. W ósmym wymiarze występuje dwa razy długość, ale brakuje głębi, a w zagięciach czasoprzestrzeni zbiera się kurz. Już chyba nie zdążę go wytrzeć przed świętami. Właśnie, święta... Tutaj też je obchodzimy, na swój tajemniczo zwariowany sposób. Choinki tkwią bombkami w ziemi, anioły mają podkrążone oczy i gubią pióra, a rolę świętego Mikołaja odgrywają wszyscy rotacyjnie poprzez podanie dłoni i życzenia wesołych świąt. Wesołych Świąt! Życzę Wam miłości, mądrości i męstwa. I w tym roku i w przyszłym!
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Oczami za światełkiem wodzić proszę
Wiele widziałam, wciąż wiele mnie dziwi. Zostałam skierowana na badania psychotechniczne w celu stwierdzenia, że mogę kierować pojazdami mechanicznymi. Blisko godzinna wizyta u specjalisty do przyjemnych nie należała. Najpierw musiałam naciskać pedał na dźwięk, a przycisk na pulpicie na pojawienie się żółtego światła, potem określać odległość przedmiotów i prędkość kręcących się tarcz, by w końcu czytać rozsypane literki zamknięta w ciemnej szafie. Ukoronowaniem był test psychologiczny składający się ze 101 podchwytliwych pytań. Z lekkim zawstydzeniem przyznałam, że nie zawsze dotrzymuję danego słowa i zdarza mi się śmiać ze świńskich dowcipów. Szczerość została nagrodzona wydaniem zaświadczenia o sprawności psychomotorycznej i braku przeciwwskazań do kierowania pojazdem. Co za ulga.
wtorek, 24 listopada 2009
Krótka opowieść o tym, jak podmuch wiatru życie Józefowi uratował
Wracał do domu. Syty i zadowolony nucił pod nosem. Słońce przeświecało przez liście drzew, ptaki świergotały, a on sunął poboczem wśród igliwia. Nagle natrafił na nierówność. Chwilę łapał równowagę, by rymnąć jak długi na plecy. Długo kołysał się na skorupie, przebierając nogami w powietrzu. Nie chciał się poddać. Bał się ptaków i wszędobylskich mrówek. Przebywanie w lesie brzuchem do góry nie wróżyło nic dobrego. Niejeden jego kuzyn zginął w ten sposób. Jednak w jego sytuacji różnica między 'poddać się' i 'nie poddać się' sprowadzała się jedynie do ilości wykonanych ruchów, a nie wpływała na zmianę położenia. Machał wszystkimi kończynami jednocześnie, robił piruety, próbował przeważyć się na którąś stronę, bujając się to w lewo, to w prawo. Bezskutecznie. Po długich zmaganiach postanowił chwilę odpocząć. Patrzył w niebo, zastanawiając się nad rolą przypadku w swoim życiu. Nagle podmuch wiatru pchnął go mocno i postawił na nogi. To rowerzysta przejechał tuż obok, pozostawiając za sobą kanion z piachu. Takie kaniony to nic strasznego, nie raz je pokonywał. Otrzepał się z piasku i podjął przerwaną wędrówkę.
sobota, 07 listopada 2009
Ceramiczny kramik
Za Wisłą mieszka dziewczyna, która lepi i wypala fajne rzeczy. Warto do niej zajrzeć. Jeśli na Pragę Ci daleko, kliknij tu ------> Ceramiczny kramik ![]() ![]()
środa, 21 października 2009
Płacz Trzech Krzyży
Uczyli nas w szkole - wiek ma 100 lat, rok 12 miesięcy, a minuta 60 sekund. W naszym życiu czas płynie od mglistego początku do niejasnego zakończenia. Odkłada się latami i da się zmierzyć. W rzeczywistości to jedna wielka bujda. Lata mijają jak minuty, a chwile ciągną się wieki. Wszystko dzieje się w tym samym momencie i nigdy nie mija, choć nie da rady się powtórzyć. Czas nie mija, czas trwa. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
czwartek, 15 października 2009
Carduelis flammea
Siedział przy długim stole, sączył piwo, które mu przyniósł kelner niemota i obserwował wejście, gdzie pustka z nudą szczelnie wypełniały drzwi. Nagle pojawiła się ona - jakby ją sobie wymodlił. Szła na niebotycznie wysokich obcasach, lekko kołysząc się. Więcej w tym było niepewności i łapania równowagi, niż kokieterii. Usiadła. Temu jednemu ruchowi towarzyszyło wiele efektów specjalnych, niemal boskich - brzęczenie kolczyków, fru, fru odwiązywanej apaszki i woń uwolnionych perfum. Patrzył na nią, jak obserwuje się ptaka, który przysiadł na gałęzi obok - uważnie, ale dyskretnie, żeby go nie spłoszyć. Dziewczyna jednak go nie dostrzegała. Schyliła się i zaczęła zsuwać niebieskie czółenka. Uśmiech zdradził ulgę, jaką przyniosła stopom ta chwilowa swoboda. Znowu rozległo się brzęczenie, tym razem dobiegające z wielkiej torby. Patrzył z zachwytem na dłoń dziewczyny i bransoletki tańczące wokół nadgarstka. W końcu wyciągnęła na powierzchnię kolejne szpilki. Zaskoczyło go to. Prędzej spodziewałby się pantofli na płaskim obcasie. Jaka kobieta mając na nogach jedną parą szpilek, drugą nosi w pogotowiu? W jednej chwili poczuł, że musi być blisko niej. I tego dnia i następnego i już na zawsze. Żeby jej dotykać, patrzyć na nią i zbierać te wszystkie rzeczy, które gubi, przetrząsając swoją torbę. |
Zakładki:
Ludzie listy piszą
KUP CERAMIKĘ
Siostry w blogu
Bracia w blogu
Michałki i Michały
Inne światy
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||