|
wtorek, 08 maja 2012
Kartuli Sakartwelo czyli Gruzja po gruzińsku
Jedźcie do Gruzji. Spotkacie życzliwych ludzi, którzy Wam podadzą smaczne jedzenie i napoją pachnącym winem. Przed oczyma będą rozpościerać się piękne widoki: soczysta zieleń, ośnieżone szczyty, piękne cerkwie z początku naszej ery. Ceny niższe niż w Polsce, a Tbilisi bliżej niż się może zdawać odkąd narodowy przewoźnik oferuje bezpośrednie loty z Warszawy. Jak dobrze poszukać to i bilet za 450 pln w obie strony można upolować. A na miejscu wiele wspaniałości Was czeka, min. śmietana w słoikach, wino domowego wyrobu i to wszystko do kupienia w sklepach spożywczych, bo do Gruzji normy europejskie jeszcze nie dotarły. Dlatego też jedzenie jest obłędnie smaczne. A poza tym bezpiecznie, pięknie i kulturowo blisko, wszak Gruzini to bracia chrześcijanie. Sielanka. Rozleniwiłam się podczas wakacji i tak mi zostało. ![]() Tbilisi ![]() Tbilisi Cinandali Alaverdi W drodze do Kazbegi. Kazbegi ![]() Miłe wspomnienia z gruzińskiego stołu. Tak jak guinness nie lubi podróży, tak i kuchnia gruzińska smakuje jedynie w Gruzji. A to z powodu produktów nasyconych słońcem, które w naszej części Europy są nie do dostania. Uwierzcie na słowo, że warzywa i owoce mają niespotykany u nas smak i zapach.
sobota, 31 marca 2012
Śmierć szewcom i pasmanteriom
Dzisiaj zamknął się kolejny sklep na moim osiedlu. W ciągu ostatniego pół roku ubyło - spożywczaka, salonu ślubnego, fryzjera, warzywniaka i kiosku. Tesco i Biedronka rozkwitają. W Tesco zainwestowano w sześć kas samoobsługowych. Następne miejsca pracy mniej. Temat nie nowy i dobrze znany. Co raz trudniej utrzymać punkt usługowy lub mały sklepik. Ale winni jesteśmy tego i my, klienci. Najpierw robimy wszystkie zakupy w supermarketach - od warzyw, przez kosmetyki do ubrań, aby później zdziwić się pewnego dnia, że nie ma w pobliżu, gdzie naprawić zegarka, butów, ani skrócić sukienki. Ostatnio przechodziłam centrum Gdańska. Oczywiście jak w każdym dużym mieście główne ulice są usiane bankami i aptekami. Pojedyncze sklepy, które uchowały się kuszą kuriozalnie dużymi napisami WYPRZEDAŻ, OBNIŻKA, ale kto im tam wierzy. I tak wszystko można kupić taniej w Auchan. Kupujemy w supermarketach z oszczędności i wygody. I w końcu ziści się złowieszcza wróżba. Jedyne sklepy, które się ostaną to supermarkety i galerie handlowe. A miasta będą przypominać widma. Tak jak na moim osiedlu, gdzie połowa lokali użytkowych stoi pusta. Smutno. Ps. Poniżej mini market w miejscowości Kazbegi w Gruzji. Tam co drugi sąsiad ma sklepik i tajemnicą jest, jak wszystkie się utrzymują. Rozwiązaniem zagadki może być fakt, iż pomimo tego, że wszyscy tam są spowinowaceni, nikt nie kupuje na kreskę. W imię szacunku dla interesów krewnego za usługi i towar płaci się gotówką. ![]()
poniedziałek, 05 marca 2012
Wolna!
Rozpoczęłam nowy etap w moim życiu, który nazywa się bezrobocie. Oczywiście stan ten jest podszyty niepokojem. Nie wiadomo, co będzie jutro i na ile czasu starczy pieniędzy. Im dłużej jest się bez pracy, tym bardziej to uderza w poczucie własnej wartości. Jest się na marginesie świata zabieganego, zajmującego się arcy ważnymi sprawami. Decyzja jaką zupę ugotować na obiad jest wstydliwie błaha i nijak nie da się porównać z powagą tabelek i zestawień. Wszyscy prą do przodu, my bezrobotni stoimy w miejscu i nieważne, czy na kanapie przed telewizorem, czy nadrabiając czas stracony w pracy, czytając komiksy i odnawiając przyjaźnie z przedszkola. Po prostu nie uczestniczymy w powszechnej bieganinie. Jednak to nie jest cała prawda o bezrobociu. Przynajmniej o moim bezrobociu. Jest jeszcze wielka ulga i poczucie wolności. Nic nie muszę, przed nikim nie trzeba się tłumaczyć, tony odpowiedzialności spadły z ramion i teraz mogę fruwać. Nie drżę, że coś pójdzie nie tak. Nie mam dylematów, czy postępować zgodnie z sumieniem i narażać się pryncypałom, czy uczestniczyć w zbiorowej ściemie ku chwale zarządu. Wolna od układów, nacisków, poczucia bezsilności i toksycznych relacji - kłamstw i podgryzania. Mogę być, gdzie chcę i robić, co chcę. Raz na kilka lat bycie bezrobotnym powinno być obowiązkowe. Dla higieny psychicznej. Zaraz południe, pora zająć się obiadem, a potem poczytać.
czwartek, 16 lutego 2012
Ósmy pasażer Nostromo
Z okazji obchodów tłustego czwartku udałam się do kosmetyczki. Przyjęła mnie kobieta o wargach na pół twarzy, wytrzeszczonych okrągłych oczach i skórze rozciągniętej gładko na czaszce. Powinnam wstać i uciec. Siedziałam jednak i słuchałam, co ma mi do zaproponowania. A miała wiele. "Ile ma pani lat? Hmm... no właśnie, trzeba już zacząć dbać o konserwowanie przemijającej młodości. Może na początek głęboki peeling, potem laser, wygładzanie, naświetlanie, rozjaśnianie, rozciąganie i ugniatanie"- stwierdziła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Nie wiedziałam wcześniej, że tego właśnie potrzebuję. Wydawało mi się, że zmarszczek mam akurat na swój wiek. Byłam nawet pogodzona, że z czasem pojawią się następne. Błąd. Powinnam walczyć. Prawie dałam się przekonać, że taka naturalna fizis bez śladów rozciągania i korygowania jest przejawem abnegacji. Prawie, ponieważ podczas rozmowy ciągle miałam przed oczyma super gładką twarz mojej rozmówczyni. Wyglądała nieziemsko, istny ósmy pasażer Nostromo. Trudno. Zapuszczam zmarszczki i niech się dzieje, co chce.
sobota, 31 grudnia 2011
Trzeba miastu spojrzeć w oczy
Jeszcze niedawno Warszawa była dla mnie jednym z dużych miast w Polsce pełniącym rolę stolicy. Dziwiłam się, dlaczego wielu dzieli Polskę na Warszawę i resztę kraju. Odkąd mieszkam w Trójmieście zaczęłam rozumieć tę logikę. Warszawa nie oznacza miasta na Mazowszu, lecz centralę, gdzie podejmuje się decyzje i leżą duże pieniądze. To synonim wielkiego świata, do którego niekoniecznie chcemy należeć. Kiedy przyjeżdżam do Rodziców, przeszkadza mi tłok, hałas i duże odległości, od których zdążyłam się odzwyczaić. Z drugiej strony tęsknię za bogatą ofertą kulturalną. Kraków, Trójmiasto, Wrocław są w porównaniu z Warszawą senne. Jednak to stan, który ma wiele zalet. I jako rodowita warszawianka, muszę przyznać, że w Warszawie mieszka się inaczej. Jednak nie ma to nic wspólnego ze stołecznością, a ilością mieszkańców. Po przeprowadzce na północ świat mi się skurczył i stał się bardziej przytulny.
sobota, 10 grudnia 2011
Głową sięgam ponad stół
Stanęłam przed sądem w roli świadka. Przejęta, czy będę umiała odpowiedzieć na wszystkie pytania, szczególnie te dotyczące szczegółów technicznych. Pani sędzia omiotła mnie obojętnym wzrokiem i szczeknęła: "imię, nazwisko". Podałam. I następnie padło pytanie, którego zupełnie się nie spodziewałam - "wiek". Zamarłam. Starałam się sobie przypomnieć, ile ostatnio kończyłam lat, ale nie byłam pewna. Zżarł mnie stres i przewracałam tylko w myślach możliwe rozwiązania tej trudnej zagadki. Cisza trwała kilka sekund. "Nie wie pani, ile ma pani lat?!" - rzuciła sarkastycznie. W tym momencie stres opadł, zdałam sobie sprawę z absurdu sytuacji i uśmiechnęłam szeroko: "Trudno zapamiętać, to zmienia się zbyt szybko". Nie odwzajemniła uśmiechu, tylko spytała mnie o rok urodzenia, a z tym już nie miałam problemu. Zastanowiły mnie moje trudności z podaniem wieku. Przypomniało mi się, jak w czasach dzieciństwa każdy rok był celebrowany. Najpierw swoje dwa, czy trzy lata pokazywałam na palcach. Potem informowałam prawie o każdym przybywającym miesiącu. "dziewięć i pół" albo "za dwa miesiące skończę trzynaście" - podawałam precyzyjne informacje. Teraz gdy ktoś o to pyta, zdarza mi się pomylić o trzy lata. Co ciekawe, zwykle się postarzam. Wiek wydaje mi się coraz bardziej pojęciem abstrakcyjnym. Zaczynam myśleć o tym, na co jest już za późno, albo do czego w końcu dojrzałam. Zaczynam się też przypatrywać coraz uważniej swojej kondycji. No tak, lata świetności mam za sobą. Teraz trzeba godnie nosić to, co się ma. A do noszenia coraz więcej - kilogramów, doświadczeń i życiowych mądrości.
poniedziałek, 10 października 2011
Bien ventes en Catalunya
Wróciłam zachwycona. Barcelona jest leniwa i pogodna. Żadnego pośpiechu, czy napinania. ![]() To piękne miasto, lecz pięknem niewymuszonym. Nie stara się olśniewać. Po prostu olśniewa. ![]() Mimo oszałamiającej ilości zabytków to nie muzeum. Każdy zaułek tętni życiem. W najpiękniejszych, zabytkowych budynkach mieszczą się szkoły, urzędy, restauracje. ![]() Barcelona ma swój odrębny charakter. Jej mieszkańcy cenią tradycję i swoje przyzwyczajenia. Wypicie porannego espresso w kawiarni, gdzie z sufitu zwisają świńskie nogi? Czemu nie. W Katalonii to lubią. ![]() W czasie pobytu zdążyłam pożałować, że nie jestem kibicem Barcy. Moja wyprawa nabrałaby charakteru pielgrzymki. ![]() Nic nie jest w stanie odrzeć Barcelony z magii, nawet dzikie hordy turystów. Sagrada Familia zaatakowana przez stonkę zwiedzających zdawała się niegodna swojej sławy. Wtedy zadarłam głowę. Tłum zniknął, a ja poczułam się jak w zaczarowanym lesie. ![]()
sobota, 20 sierpnia 2011
Tajemnica trzech winogron
Zapędzona, zatroskana, zmęczona. Taka już jestem od dłuższego czasu i to pewnie się nie zmieni, póki nie pójdę na urlop. Chwilowym wytchnieniem od napierających spraw i terminów są dla mnie rozmowy z rodzicami. W domu rodzinnym zalęgła się mysz. Szara, polna, wesoła (ponoć kiedyś ktoś ją widział). Jedzenie pozostawione na wierzchu noszą ślady małych ząbków. Jej ulubionym miejscem jest szpara między tosterem a ścianą. Ostatnio przetaszczyła tam z sąsiedniego blatu trzy winogrona. Mama długo zastanawiała się nad techniką zastosowaną przez bohaterską mysz. Czy ona te duże i ciężkie grona turlała, pchała, czy ciągnęła? Oczywiście nie ma świadków zdarzenia i sprawa na zawsze pozostanie tajemnicą. Z przetransportowanych za opiekacz owoców ostały się jedynie skórki. Miąższ został pracowicie wyssany. Po dwóch tygodniach harców sprawa dojrzała i tata zmajstrował humanitarną pułapkę. Na krawędzi blatu stołu została położona długa tekturka, na której końcu zwisającym w powietrzu, został umieszczony serek. Pod tekturką na podłodze stało wiadro. Mysz dała się skusić. Ser zjadła, w wiaderku zrobiła ze strachu kupkę, po czym wspięła się zaczepiając pazurkami po krawędzi plastykowego wiadra i uciekła. Dalszy ciąg przygód myszy bohaterki nastąpi...
czwartek, 02 czerwca 2011
Animal planet
W niedzielę wybrałam się do ZOO. Słońce grzało, ptaszki ćwierkały, dzieciaki żuły watę cukrową, a zwierzęta skubały trawę. Oczyszczające doświadczenie. Poczułam, że należę do wielkiego świata zwierząt. A one głupie nie są i zajmują się od rana do wieczora tylko tym, co ważne. Tylko brać przykład z kolegów! A ważne jest, żeby było do kogo się przytulić. ![]() Istotne jest, żeby było co skubnąć. ![]() A poza tym pospać jest przyjemnie, a po sjeście pobiegać z koleżankami po norkach i dziurkach. Reszta to detale. ![]() Przy żyrafiarni nabrałam wątpliwości kto tu kogo obserwuje. Obie strony podchodziły do ogrodzenia i patrzyły na siebie z nieskrywanym zainteresowaniem. Na swoje kopytka, ogonki, cętkowane futerka, śmieszne czapki i furczące na wietrze wiatraczki. ![]() Bo prócz wielu podobieństw, troszkę się jednak od siebie różnimy. ![]()
niedziela, 08 maja 2011
|
Zakładki:
Ludzie listy piszą
KUP CERAMIKĘ
Siostry w blogu
Bracia w blogu
Michałki i Michały
Inne światy
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||