sobota, 31 grudnia 2011
Trzeba miastu spojrzeć w oczy


Jeszcze niedawno Warszawa była dla mnie jednym z dużych miast w Polsce pełniącym rolę stolicy. Dziwiłam się, dlaczego wielu dzieli Polskę na Warszawę i resztę kraju. Odkąd mieszkam w Trójmieście zaczęłam rozumieć tę logikę. Warszawa nie oznacza miasta na Mazowszu, lecz centralę, gdzie podejmuje się decyzje i leżą duże pieniądze. To synonim wielkiego świata, do którego niekoniecznie chcemy należeć. Kiedy przyjeżdżam do Rodziców, przeszkadza mi tłok, hałas i duże odległości, od których zdążyłam się odzwyczaić. Z drugiej strony tęsknię za bogatą ofertą kulturalną. Kraków, Trójmiasto, Wrocław są w porównaniu z Warszawą senne. Jednak to stan, który ma wiele zalet. I jako rodowita warszawianka, muszę przyznać, że w Warszawie mieszka się inaczej. Jednak nie ma to nic wspólnego ze stołecznością, a ilością mieszkańców. Po przeprowadzce na północ świat mi się skurczył i stał się bardziej przytulny.





14:22, aaabsolutnie_kupie
Link Komentarze (6) »
sobota, 10 grudnia 2011
Głową sięgam ponad stół


Stanęłam przed sądem w roli świadka. Przejęta, czy będę umiała odpowiedzieć na wszystkie pytania, szczególnie te dotyczące szczegółów technicznych. Pani sędzia omiotła mnie obojętnym wzrokiem i szczeknęła: "imię, nazwisko". Podałam. I następnie padło pytanie, którego zupełnie się nie spodziewałam - "wiek". Zamarłam. Starałam się sobie przypomnieć, ile ostatnio kończyłam lat, ale nie byłam pewna. Zżarł mnie stres i przewracałam tylko w myślach możliwe rozwiązania tej trudnej zagadki. Cisza trwała kilka sekund. "Nie wie pani, ile ma pani lat?!" - rzuciła sarkastycznie. W tym momencie stres opadł, zdałam sobie sprawę z absurdu sytuacji i uśmiechnęłam szeroko: "Trudno zapamiętać, to zmienia się zbyt szybko". Nie odwzajemniła uśmiechu, tylko spytała mnie o rok urodzenia, a z tym już nie miałam problemu.

Zastanowiły mnie moje trudności z podaniem wieku. Przypomniało mi się, jak w czasach dzieciństwa każdy rok był celebrowany. Najpierw swoje dwa, czy trzy lata pokazywałam na palcach. Potem informowałam prawie o każdym przybywającym miesiącu. "dziewięć i pół" albo "za dwa miesiące skończę trzynaście" - podawałam precyzyjne informacje. Teraz gdy ktoś o to pyta, zdarza mi się pomylić o trzy lata. Co ciekawe, zwykle się postarzam. Wiek wydaje mi się coraz bardziej pojęciem abstrakcyjnym. Zaczynam myśleć o tym, na co jest już za późno, albo do czego w końcu dojrzałam. Zaczynam się też przypatrywać coraz uważniej swojej kondycji. No tak, lata świetności mam za sobą. Teraz trzeba godnie nosić to, co się ma. A do noszenia coraz więcej - kilogramów, doświadczeń i życiowych mądrości.


09:21, aaabsolutnie_kupie
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 10 października 2011
Bien ventes en Catalunya


Wróciłam zachwycona.

Barcelona jest leniwa i pogodna. Żadnego pośpiechu, czy napinania.



To piękne miasto, lecz pięknem niewymuszonym. Nie stara się olśniewać. Po prostu olśniewa.



Mimo oszałamiającej ilości zabytków to nie muzeum. Każdy zaułek tętni życiem.
W najpiękniejszych, zabytkowych budynkach mieszczą się szkoły, urzędy, restauracje.



Barcelona ma swój odrębny charakter. Jej mieszkańcy cenią tradycję i swoje przyzwyczajenia. Wypicie porannego espresso w kawiarni, gdzie z sufitu zwisają świńskie nogi? Czemu nie. W Katalonii to lubią.



W czasie pobytu zdążyłam pożałować, że nie jestem kibicem Barcy. Moja wyprawa nabrałaby charakteru pielgrzymki.



Nic nie jest w stanie odrzeć Barcelony z magii, nawet dzikie hordy turystów. Sagrada Familia zaatakowana przez stonkę zwiedzających zdawała się niegodna swojej sławy. Wtedy zadarłam głowę. Tłum zniknął, a ja poczułam się jak w zaczarowanym lesie.




23:26, aaabsolutnie_kupie
Link Komentarze (8) »
sobota, 20 sierpnia 2011
Tajemnica trzech winogron


Zapędzona, zatroskana, zmęczona. Taka już jestem od dłuższego czasu i to pewnie się nie zmieni, póki nie pójdę na urlop. Chwilowym wytchnieniem od napierających spraw i terminów są dla mnie rozmowy z rodzicami. W domu rodzinnym zalęgła się mysz. Szara, polna, wesoła (ponoć kiedyś ktoś ją widział). Jedzenie pozostawione na wierzchu noszą ślady małych ząbków. Jej ulubionym miejscem jest szpara między tosterem a ścianą. Ostatnio przetaszczyła tam z sąsiedniego blatu trzy winogrona. Mama długo zastanawiała się nad techniką zastosowaną przez bohaterską mysz. Czy ona te duże i ciężkie grona turlała, pchała, czy ciągnęła? Oczywiście nie ma świadków zdarzenia i sprawa na zawsze pozostanie tajemnicą. Z przetransportowanych za opiekacz owoców ostały się jedynie skórki. Miąższ został pracowicie wyssany. Po dwóch tygodniach harców sprawa dojrzała i tata zmajstrował humanitarną pułapkę. Na krawędzi blatu stołu została położona długa tekturka, na której końcu zwisającym w powietrzu, został umieszczony serek. Pod tekturką na podłodze stało wiadro. Mysz dała się skusić. Ser zjadła, w wiaderku zrobiła ze strachu kupkę, po czym wspięła się zaczepiając pazurkami po krawędzi plastykowego wiadra i uciekła. Dalszy ciąg przygód myszy bohaterki nastąpi...


10:08, aaabsolutnie_kupie
Link Komentarze (9) »
czwartek, 02 czerwca 2011
Animal planet

W niedzielę wybrałam się do ZOO. Słońce grzało, ptaszki ćwierkały, dzieciaki żuły watę cukrową, a zwierzęta skubały trawę. Oczyszczające doświadczenie. Poczułam, że należę do wielkiego świata zwierząt. A one głupie nie są i zajmują się od rana do wieczora tylko tym, co ważne.

Tylko brać przykład z kolegów!

A ważne jest, żeby było do kogo się przytulić.



Istotne jest, żeby było co skubnąć.



A poza tym pospać jest przyjemnie, a po sjeście pobiegać z koleżankami po norkach i dziurkach. Reszta to detale.



Przy żyrafiarni nabrałam wątpliwości kto tu kogo obserwuje. Obie strony podchodziły do ogrodzenia i patrzyły na siebie z nieskrywanym zainteresowaniem. Na swoje kopytka, ogonki, cętkowane futerka, śmieszne czapki i furczące na wietrze wiatraczki.



Bo prócz wielu podobieństw, troszkę się jednak od siebie różnimy.




niedziela, 08 maja 2011
Nad brzegiem Raduni

















niedziela, 01 maja 2011
50 lat minęło...





27letni chłopak w naszym imieniu spełnił marzenie o pokonywaniu granic.
Sam w zimnym kosmosie.
Wrócił, by zginąć 7 lat później w katastrofie lotniczej.
Legenda trwa.


12:08, aaabsolutnie_kupie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 29 marca 2011
Wiosna ludów


Mam bilet lotniczy do Damaszku. Wizę syryjską. Dwa przewodniki. Szczepienie na dur brzuszny i krem z wysokim filtrem.

A Syria w ogniu...




Myślę czasem o młodym sprzedawcy warzyw z Tunezji, który w akcie rozpaczy podpalił się. Czy mógł przypuszczać, że jego gest nabierze siły huraganu i przetoczy się po Bliskim Wschodzie - od Egiptu przez Libię po Jemen? Stracił życie, ale przeszedł do historii. Stanął w szeregu wielkich, którzy zmienili ten świat.

To inne oblicze globalnej wioski, dające nadzieję. Każdy ma szansę być usłyszanym.


12:51, aaabsolutnie_kupie
Link Komentarze (9) »
sobota, 19 marca 2011
A w weekend można wszystko robić dwa razy wolniej...




Zinadia Sieriebriakowa, Autoportret, 1909 r.


10:44, aaabsolutnie_kupie , Obrazki
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 14 marca 2011
Chińcyki trzymają się mocno


Przed pójściem spać jeden rzut oka na wiadomości. W Japonii odnaleziono tysiące ciał wyrzucone przez morze, w Libii Kaddafi odbił kolejne miasto z rąk powstańców, a na Białorusi rodziny osadzonych w więzieniu opozycjonistów proszą o wsparcie Putina. Odechciewa się spać. Nie tak daleko ludzie przeżywają swoje tragedie życiowe i walczą o przetrwanie, a ja to śledzę jak serial telewizyjny emitowany codziennie przed ósmą wieczór. I sama nie wiem, co byłoby lepsze. Nie patrzeć, nie widzieć, nie dawać się wciągać w śledzenie zmagań ludzi z bezpiecznej odległości,  czy wiedzieć, bo oczy świata skierowane na tych ludzi mogą cokolwiek zmienić. Prawdę mówiąc, moje oczy niewiele mogą zmienić, ale patrzę. Niby obojętnie, bo czy można każdego dnia brać na siebie ból całego świata? Oglądam i prasuję, oglądam i przegryzam kanapkę, oglądam i kartkuję książkę. A potem w ciągu dnia wracają do mnie mimowolnie obrazy tak doskonale uchwycone przez kamerę. Człowiek mrówka na dachu porwanego domu po środku wielkiej wzburzonej wody, mężczyzna o płonących oczach deklarujący gotowość oddania życia za wolność, płacząca kobieta... Za czasów moich dziadków, kiedy tragedii też nie brakowało (te wszystkie wojny, rewolucje, powstania) było lepiej. Czytało się w gazetach o wydarzeniach, człowiek westchnął ciężko i zadumał się. A ja codziennie w godzinach wieczornych zaglądam w oczy cudzej śmierci, poniżeniu i rozpaczy. Z bliska i dokładnie. A potem o tym śnię. Od moich snów, śmietnika w głowie i emocjach świat na pewno nie jest lepszy. Zaczynam powoli dojrzewać do rezygnacji z oglądania wiadomości. Na szczęście o tym, co na świecie zawsze można przeczytać. Niestety obok tekstu są też zdjęcia. Niektóre z nich zdobędą potem nagrody...


23:24, aaabsolutnie_kupie
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Fair play. Free Tibet.