|
Blog > Komentarze do wpisu
Wstrząsająco zabawny wieczór pod Egidą
Oglądałam niedawno w telewizji jubileusz Kabaretu pod Egidą. Na sali crême de la crême - premier, prezydent, prezydentowa, Dorn z żoną... Wielkie wydarzenie - wielki jubileusz wielkiego kabaratu wielkiego pana Jana Pietrzaka. Jak wszystkim wiadomo, władzę mamy z poczuciem humoru, więc śmiechu było co nie miara. Najpierw pan Pietrzak opowiadał żartobliwym tonem o tym, jak wielkim Polakiem jest, jak ma duże zasługi dla polskiej kultury i jak to Amerykanie mu chcieli obywatelstwo podarować, ale on bohatersko odmówił. Trochę obawiałam się, że od tego nadymania uleci nam pan Jan pod sufit, ale na szczęście doświadczenie sceniczne go nie zawiodło i mogliśmy spokojnie przejść do następnego punktu programu. A dalej było jeszcze zabawniej. Ewa Dałkowska (pani Ewo, jak pani nie wstyd) zaśpiewała piosenkę pt. 'Janek Rokita padł'. Tekst był bardzo śmieszny - opowiadał o tym, jak to Rokicie się przyśniło, że tanki PiSowskie na ulice wyjechały. Z zażenowania ukryłam twarz w dłoniach. Dobrze, że nie było humorystycznej piosneczki o Pyjasie, czy Przemyku. Ja z Rodzicami skamieniali siedzieliśmy przed telewizorem, patrząc z niedowierzaniem po sobie, a publiczność na ekranie zwijała się ze śmiechu. Potem wystąpił pan, którego nazwiska nie pomnę, z bardzo zabawną i odważną parodią. Czyją? Nie trudno zgadnąć - od lat tą samą, choć ciągle dziwnie aktualną - Michnika i Wałęsy. Zachwycona publika klaskała w dłonie co tchu, prezydentowa promieniała. Egida chyba nie zauważyła, że nam się władza zdążyła zmienić kilka razy. Chociaż co się dziwić podstarzałym kabareciarzom, jeśli sama władza nie zauważyła, że jest u władzy, bo bycie w opozycji i krytykowanie wychodzi im znacznie lepiej niż rządzenie. Był jeszcze monolog arcy śmieszny o Nigeryjczyku Molu, który zaszczepiał w Polkach miłość do Afryki. Brawo, brawo... Dowcip nie tylko aktualny, ale i wyrafinowany. W ogóle było tak sympatyczniusio, bo i uszczypliwie i elegancko. I tak mogło być do końca, gdyby ktoś nie wpadł na idiotyczny pomysł i nie zaprosił Dańca. Nie jest on moim ulubieńcem, ale trzeba powiedzieć, że przy tak politycznie poprawnej publiczności, jego wystąpienie wymagało nielada odwagi cywilnej. Opowiedział o obchodach sierpniowych w stoczni, kiedy jedna grupa poszła na mszę o ósmej rano, druga tura była na sumie o dwunastej, ale przeszła kanałami, żeby nie spotkać się z tymi pierwszymi, a trzecia grupa ruszyła na mszę o czwartej, tak że nie musiała oglądać się z tymi, co przed nimi kwiaty składali... I tak te biedaki na zachodzie już całkiem się pogubiły, kto i o co w tej Polsce walczył, no i o której godzinie. Parsknęliśmy z Rodzicami śmiechem. Na widowni cisza jak makiem zasiał. Pietrzak zrobił się szary na twarzy. W końcu gospodarz odpowiada za swoich gości, a tu taka niezręczność. Daniec ciągnął swoje żarty, ale widać było, że go to dużo zdrowia kosztowało przy tak nieprzychylnej publiczności. Skończył stwierdzeniem, że Polska jest jedynym krajem, gdzie prawica jest w opozycji do prawicy. I sobie poszedł. Na szczęście, bo ile można psuć taki fajny jubileusz. wtorek, 15 maja 2007, aaabsolutnie_kupie
Komentarze
neuter
2007/05/15 15:49:26
Pietrzaka nigdy nie lubiłem - abstrahując od jego poglądów - dla mnie człowiek, który śmieje się ze swoich dowcipów jest żenujący..
2007/05/15 18:26:52
A czytałaś ten felieton, czy to list był, Passenta, chyba w Polityce, gdzie tak bardzo ciepło Pietrzaka wspomina? Swoją drogą to nie wiedziałam, że on taki, ale nigdy nie lubiłam jego ani jego poczucia humoru i jakoś mnie to wszystko nie dziwi. Mało wyrafinowany pan. A jaki pan taki kram. 2007/05/15 20:01:15
Też Pietrzaka nie lubię. Choć miał wielki moment z piosenką "Żeby Polska..." to fakt. Nie lubię ludzi, którzy pouczają innych i chwalą siebie. Pycha z tego pana bije. I rzeczywiście okresy historyczne chyba mu się trochę pomyliły.
W tym wszystkim Daniec jest bardziej w porządku, bo to nie jego wina,że taki poziom dowcipu wylansowała dwójka i pani Terntiew, prawda? :) 2007/05/16 08:51:23
Moim zdaniem Pietrzak się popsuł. Popsuł się po 1989 roku. Mam nagranie programu "Kabaretu pod Egidą" z 1980 roku, którego słuchałem niemal do zdarcia kasety i z którego cytatami do dziś czasem rzucam (zwykle nie będąc wtedy rozumianym). Po 1989 miałem okazję oglądać kilka występów Pietrzaka i zobaczyłem człowieka zagubionego, zdezorientowanego, który nie wie, przeciw komu i w jakim celu powinien skierować ostrze swej satyry. Historia zrobiła mu brzydkiego psikusa za szybko Sprowadzając do Polski demokrację. Mogła z tym poczekać do czasu, kiedy pan Janek odejdzie na sceniczną emeryturę (o ile planuje to zrobić). Casus Pietrzaka jest jednocześnie dowodem to, że niektórzy są ludźmi walki, dla których zwycięstwo jest początkiem klęski. Pan Janek znalazł sobie nowe miejsce na scenie. Z bezlitośnie smagające słowem krytyka stał się bezkrytycznym klakierem. A że do tej roli nie jest predestynowany, skutki tej zmiany są żałosne. Nie oglądam już pana Janka i nie słucham. Wolę zachować w pamięci jego obraz (i przekaz) sprzed 1989 roku.
2007/05/16 10:43:18
Pietrzaka pamiętam ze starych lat i czarno-białych taśm. Teraz jest po prostu żałosny. Podlizywanie się władzy, jaka by ona nie była, nie jest zadaniem dla kabareciarza. Pietrzak uważa siebie za męża stanu, co samo w sobie jest już dosyć śmieszne. Nie mogę mu zapomnieć tych napuszonych mów, które wygłaszał, gdy kandydował na prezydenta. Jednak na przedstawieniach kabaretowych tego typu mowy rażą jeszcze bardziej.Pomyliły mu się role do odgrywania. Na jubileuszu wspomniał coś o tym, że za poprzedniej władzy w ogóle go nie dopuszczali do telewizji. Był prześladowany i napiętnowany. Nie przyszło mu do głowy, że go nie pokazywali, bo go już nikt oglądać nie chce...
Najsmutniejsze jest to, że Pietrzaka zniszczył sam Pietrzak. A mógł być legendą. 2007/05/16 12:21:00
Też pamiętam Pietrzaka z lepszych czasów i jakoś żal.Z Egidy właśnie pochodziła pierwsza piosenka, której się nauczyłam dobrowolnie i całkowicie spontanicznie. "A gdy się zejdą raz i drugi, kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach..." Bardzo to odpowiadało mojej dziecięcej wrażliwości. No i skoro jesteśmy przy piosenkach, to powiem, że w relacji z tego koncertu najbardziej podobała mi się Krystyna Sienkiewicz.
2007/05/16 14:15:25
Uwielbieniem dla Pietrzaka zaraziła mnie moja mama. Dawno, dawno temu. Potem powoli o nim zapominałam, ale to, co w pamięci zostało, dalej zasługiwało na oklaski. A teraz... Smutek i żal. Wielka szkoda.
Za Dańcem nie przepadam. Od zawsze. Bez konkretnego powodu, po prostu "bo tak". Ale jak już siądę, posłucham, popatrzę, zawsze gęba mi się śmieje. 2007/05/17 00:35:10
Miałem się do tej pory za człowieka starej daty, wielkiego malkontenta. Przynajmniej w dziedzinie zwanej kabaretem. Jakoś nie potrafię oprzeć się przyrównaniu oglądanego kabaretu do takiej klasyki jak "Dudek". I niemal zawsze wychodzi mi tak samo. Pietrzak, był klasą sam dla siebie. Ale "był" i to jest dopiero kabaret. Pozdrawiam
2007/05/17 10:13:07
Artykuł pasujący do tematu, który wiele wyjaśnia:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4138189.html 2007/05/17 11:29:14
Rodos, a ja jakoś nie mogę, no nie mogę nawet Sienkiewicz. Te same kawałki od lat.
BaboJago, jeśli chodzi o Dańca to się rozumiemy. Nie lubię go, ale mnie śmieszy. Awe, dla mnie klasyk to przede wszystkim Kabaret Starszych Panów, ale Dudka też bardzo poważam. Roman :)Wszystko się zgadza z moimi odczuciami. Piosenka Rosiewicza '4 Ziobra' to niezaprzeczalny hicior :) A najpiękniejsze było stwierdzenie Wolskiego, że do Opola zostały zaproszone wszystkie gwiazdy największej wielkości. Faktycznie sama plejada. Pietrzak do nich należy, ofkors. |
|